Przejdź do treści strony

Biblioteka poleca

Andrzej Stasiuk, „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.

W ostatnim z felietonów pomieszczonych w niniejszym tomie Andrzej Stasiuk wspomina o uczuciu znanym chyba nam wszystkim, które jednak trudno zdefiniować, albowiem lokuje się ono na pograniczu doznań przyjemnych i przykrych. Najbliżej mu chyba do uczucia rzewności. Pisarz nazywa je ukłuciem tęsknoty. Tęsknoty za czymś niezupełnie określonym: „całe życie szukamy miejsc, w których mamy nadzieję poczuć to ukłucie”. Andrzej Stasiuk, pisarz drogi, myśli tu głównie o miejscach na ziemi, ale nie sposób zaprzeczyć, że takich miejsc szukamy także w przestrzeni lektury. Czy zbiór felietonów Nie ma ekspresów przy żółtych drogach stwarza możliwość takiego uczucia? Tego ukłucia? Owszem. Udziela jej na pewno prawdziwie przejmujący esej Z daleka – o cudzie i przekleństwie języka. Ale warto również zatrzymać się i pochylić nad tekstami wcześniejszymi, po to chociażby, by przeczytać te słowa: „Niebo jest bezchmurne i słońce stoi wysoko. Wydaje się wtedy, że panuje zupełna cisza. Ale to złudzenie, ponieważ ogłuchliśmy. Powietrze drży i wibruje od miliarda twardych dźwięków”.

Filip Springer, „Miedzianka. Historia znikania”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011.

Na okładce tylko burzowe chmury zwiastują, że będzie to historia mrożąca krew w żyłach – historia miasta, które swe życiodajne i zarazem śmiercionośne soki czerpało z tego samego źródła. Zarówno powstanie oraz rozkwit, jak i swą zagładę, Miedzianka (daw. Kupferberg) na Dolnym Śląsku zawdzięczała bogatym złożom rud, obecnym na jej terenie. Rozwój górnictwa w tych okolicach rozpoczął się w XII wieku. Przez kolejne setki lat miasto niszczało i odradzało się wielokrotnie – dziesiątkowane przez zarazy, pożary i biedę potrafiło się podźwignąć. Aż do czasu, gdy czterdzieści lat temu zniknęło zupełnie. Filip Springer, autor niniejszego reportażu, poszukuje odpowiedzi na pytanie, czy przymusowe wysiedlenie Miedzianki odbyło się w trosce o bezpieczeństwo jej mieszkańców, czy raczej służyło jedynie zacieraniu śladów po zaistniałym tu zbrodniczym procederze. Szpera w archiwach, przegląda stare gazety, czyta legendy, a przede wszystkim rozmawia z byłymi mieszkańcami tych ziem. Posługując się „językiem giętkim”, komponuje opowieść z historii zasłyszanych i wyczytanych, nierzadko sobie przeczących. Dystans i ironia, jakie miejscami cechują jego narrację, mogą słusznie niepokoić – służą przecież wyakcentowaniu tragizmu i oddaniu grozy sytuacji, w jakiej znaleźli się przesiedleni tu po wojnie mieszkańcy ze Wschodu. W latach 40. ubiegłego stulecia władze radzieckie zorganizowały na terenie Miedzianki ściśle tajne wydobycie rud uranu. Wynagrodzenie za pracę w kopalni było wprawdzie bajecznie wysokie, ale w wyniku napromieniowania ludzie tracili tu życie. Inni znikali w podziemnych korytarzach, ginąc od strzału w potylicę, gdy nie potrafili dochować tajemnicy. Wyczerpanie naturalnych bogactw Miedzianki skutkowało ograniczeniem miejsc pracy i zamknięciem kopalni, co w efekcie zapoczątkowało powolne wyludnianie się miasta. Dodatkowy problem polegał na tym, że górnicze korytarze ulokowane były dość płytko, co wywołało z czasem osunięcia terenu i zapadanie się gruntu. W latach 70. rozpoczęto więc akcję likwidacyjną: zasypano szyby, zniszczono sztolnie, zburzono baraki robotnicze i cmentarz, wysadzono kościół, pozwolono zniszczeć domom... Zanim ostatecznie zrównano miasto z ziemią, oczom ludzkim ukazał się widok tak nędzny, że z powodzeniem mógł służyć jako tło dla akcji „Czterech pancernych”.

Krystyna Czerni, „Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011.

Jerzy Nowosielski to jeden z najbardziej intrygujących artystów i myślicieli współczesnych, znany głównie jako malarz ikon oraz teolog prawosławia. Jego obrazy, rysunki, artykuły, wypowiedzi prasowe czy telewizyjne stanowią lekcję, z której Krystyna Czerni starannie skorzystała. Już we wstępie do biografii artysty zwierzyła się czytelnikom z wątpliwości, jakie towarzyszyły jej podczas doboru materiału, który należałoby opublikować. Rozmowa z poetą Tadeuszem Różewiczem, przyjacielem Nowosielskiego, utwierdziła ją w przekonaniu, że „nie wszystko jest na sprzedaż”, w konsekwencji czego powstała opowieść świadcząca nie tylko o fascynacji autorki dziełami, myślą religijno-filozoficzną i życiem malarza, ale również o szacunku wobec niego i doskonałym wyczuciu granicy, której nie powinno się w biografii przekraczać. Nie znaczy to oczywiście, że Krystyna Czerni pominęła milczeniem niechlubne i wstydliwe momenty z życia artysty, związane choćby z chorobą alkoholową; znaczy to raczej, że stworzony przez nią opis cechuje rozwaga, uczciwość poznawcza i wysiłek rozumienia. Najwięcej uwagi autorka poświęciła pracy twórczej Nowosielskiego i temu, co się z tą pracą bezpośrednio wiązało. Omówiła więc konsekwencje wychowania malarza na pograniczu trzech kultur (polskiej, ukraińskiej i rosyjskiej), poruszyła kwestie jego młodzieńczego pobytu w klasztorze studytów, głębokiego ateizmu trwającego dziesięć lat oraz skłonności ku manicheizmowi. Zmierzając w stronę opowieści o dziełach sakralnych, będących w przypadku Nowosielskiego syntezą sztuki bizantyjskiej i awangardy, Krystyna Czerni skomentowała również tworzone przez niego abstrakcje oraz okresy surrealistyczny i sadystyczny w jego dorobku. Wiele stron poświęciła także perypetiom uczelnianym artysty na Akademiach w Łodzi i Krakowie. Pisała o jego pracowitości i dobroci, a nawet swego rodzaju świętości, o której przekonany był Tadeusz Różewicz.

Tomasz Różycki, „Tomi. Notatki z miejsca postoju”, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2013.

Starożytne Tomi to miejsce, do którego cesarz Oktawian August wygnał z Rzymu Owidiusza, nie wiadomo właściwie z jakiego powodu. Jak głosi legenda, Owidiusz spędził w Tomi dziesięć ostatnich lat życia, wśród barbarzyńców, z dala od książek i dzieł sztuki, cierpiąc z powodu chorób, braku zrozumienia i tęsknoty za bliskimi. Tomi uwspółcześnione przez Tomasza Różyckiego staje się metaforą różnych rodzajów wygnania – zarówno tego, którego doświadczył dziadek poety zmuszony po wojnie w wyniku akcji przesiedleńczej do opuszczenia ukochanego Lwowa i przybycia do Opola, jak i tego, które być może stało się udziałem nas wszystkich, czyli wygnania z raju. Eseje Tomasza Różyckiego, skromnie nazywane przez autora notatkami, przenika melancholia, a ściślej ta jej odmiana, która polega na przeczuwaniu przez niektórych ludzi tego, co wieczne. I która nie pozwala usiedzieć na miejscu. Stąd obecne w Tomi obszerne opisy flanowania, czyli przemierzania przestrzeni miejskich i literackich. Tomasz Różycki podejmuje namysł nad twórczością Dostojewskiego, Mandelsztama, Brodskiego, Prousta, Kawafisa, francuskich symbolistów oraz pisarzy będących świadkami rozpadu tzw. szczęśliwej Austrii. Pisze o Wiedniu, Paryżu, Petersburgu, Rzymie, Aleksandrii i niełatwej miłości do Opola, w którym żyje od urodzenia, a mimo to nie zawsze czuje się w pełni „u siebie”. Nie bez znaczenia jest gra słów, jaka zachodzi między imieniem autora a tytułowym miejscem wygnania, które Tomasz Różycki lokalizuje tam, gdzie się znajduje lub gdzie znajduje się jego bohater, albowiem „ja” mówiące w Tomi ma charakter sylleptyczny, podwójny, paradoksalny: jest empiryczne i tekstowe, autentyczne i fikcyjne, prawdziwe i zmyślone jednocześnie.

Magdalena Grzebałkowska, „Beksińscy. Portret podwójny”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014.

Tytuł książki bardzo dobrze oddaje jej zawartość. Magdalena Grzebałkowska stworzyła „portret podwójny” – jedną wspólną biografię dwu jakże różnych i jakże podobnych do siebie indywidualności, ojca i syna, malarza, rzeźbiarza i fotografa oraz pisarza, tłumacza i dziennikarza muzycznego. Atrakcyjność tej biografii polega m.in. na zachowaniu właściwej proporcji między dystansem pisarki względem bohaterów a jawną identyfikacją z nimi. W polu napięć między tymi relacjami sytuują się najciekawsze momenty opowieści. Za podstawę do jej stworzenia posłużyły setki listów napisanych przez Beksińskich, prowadzone przez nich dzienniki foniczne i audiowizualne oraz wywiady autorki z przyjaciółmi i znajomymi rodziny. Powstała praca merytorycznie bogata, dobrze skomponowana, przesycona cytatami wprowadzanymi na tyle umiejętnie (z wyczuciem fabularno-eseistycznym), że nie przytłaczają czytelnika, lecz przeciwnie, oswajają go powoli i bezpośrednio ze światem Beksińskich – nie tak dziwnym czy dziwacznym jak mogłoby się z pozoru wydawać. Poznajemy artystów z krwi i kości, zafascynowanych tym, co mroczne albo nadmiernie świetliste, opętanych przez muzykę, uznawanych za jednostki aspołeczne, posiadających „własną aksjologię”. Poznajemy kontrowersyjnych erudytów o bogatej wyobraźni, nieśmiałych i znerwicowanych, niepewnych siebie z powodu prowincjonalnego pochodzenia i braku odpowiedniego dyplomu. Poznajemy dramat ojca i tragedię syna spragnionego miłości.

Mariusz Urbanek, „Tuwim. Wylękniony bluźnierca”, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2013.

Jest to napisana z pasją biografia Juliana Tuwima, ukazująca koleje losu poety od wczesnego dzieciństwa po ostatnie lata życia, kiedy robił on „rzeczy dla wielu niepojęte”. Wychodząc od etymologii nazwiska Tuwima, które z hebrajskiego znaczy »dobry«, Mariusz Urbanek od pierwszych stron książki tworzy apologię swego bohatera. Stara się tłumaczyć (co nie zawsze znaczy usprawiedliwiać) niektóre wybory życiowe poety. Odsłania kulisy powstawania jego najsłynniejszych utworów i prezentuje ich wczesną, nierzadko zdumiewającą recepcję. Wystarczy wspomnieć o reakcji współczesnych Tuwimowi na jeden z bardziej znanych wierszy – dytyramb „Wiosna”, który okazał się obyczajowym skandalem. Rewolucyjność dokonań Tuwima na polu literatury, wywołująca ambiwalentne odczucia, podziw i zgorszenie, to jedno z głównych zagadnień niniejszej biografii, będącej także opowieścią o gorączkowej młodości poety, jego fascynacji różnego rodzaju kuriozami, która nie opuściła go również w dorosłym życiu, o bolesnych zmaganiach z konsekwencjami żydowskiego pochodzenia, o chorobie nerwowej, której głównym przejawem była agorafobia, o siedmioletniej emigracji i dojmującej tęsknocie za ojczyzną oraz o niemocy twórczej u schyłku życia, czyli w okresie sympatyzowania Tuwima ze stalinizmem.


Krzysztof Rutkowski, „Dar Anioła. Przepowieści”, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012.

„Dar Anioła. Przepowieści” to jedna z najciekawszych pozycji w historii polskiej eseistyki. Zgodnie z definicją słownikową wyraz „przepowiadać” posiada następujące znaczenia: »przewidywać, co będzie w przyszłości« oraz »powtarzać sobie coś dla lepszego zrozumienia i zapamiętania«. Do obydwu tych znaczeń nawiązuje Krzysztof Rutkowski piszący od lat przepowieści, czyli eseje, w których – spoglądając w przeszłość, poprzez to, co zostało powiedziane, napisane, przemilczane – sięga do starych opowieści ludzkości, konfrontuje współczesność z mitami i wychyla się ku źródłom mowy. A czyni tak po to, by odsłaniać „prawdę żywą”, aktualną po dziś dzień i być może po wsze czasy. „Dar Anioła” to zbiór przepowieści inspirowanych kulturą starożytną, wierzeniami narodu żydowskiego i chrześcijan, malarstwem renesansu oraz uważną lekturą pism filozoficznych. To książka bardzo osobista, dyskretnie erudycyjna, a przy tym pisana z poczuciem humoru – bywa więc, że sprawy wielkiej wagi pojawiają się w niej w najmniej spodziewanym momencie.


Marek Zagańczyk, „Cyprysy i topole”, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2012.

Książka Marka Zagańczyka zawiera zapis rzeczywistych i wyobrażonych podróży spod znaku Saturna. Czytelnicy odbywają wraz z autorem pielgrzymkę po „zachwycających pustką” miejscowościach śródziemnomorskich (ku freskom Masaccia, Lippo Vanni, Masolina de Panicale i Paola Uccella), po austriackim Kirchstetten i polskich wsiach. Pisarz chłonie rzeczywistość wszystkimi zmysłami: z pokorą wsłuchuje się w „surową mowę kamieni” i „muzykę zaklętą w drzewach”, smakuje proste potrawy, wącha pokrzywy i przygląda się trawom, których kolor intensywnieje w deszczu. Przemierza przestrzeń krokiem niespiesznym, ale jednak z przyspieszonym rytmem serca. Szczególnie czułym spojrzeniem darzy miejsca, o które upomniała się natura – niegdyś jej wydarte i tętniące życiem, dzisiaj już zapominane, znikające, pozostające w stanie rozkładu. Chętnie podąża drogami mało uczęszczanymi i wątlejącymi ścieżkami. Unika jednak zupełnych bezdroży, bo choć twierdzi, że podróżuje do świata i do siebie, nie sposób zaprzeczyć, że podróżuje przede wszystkim w stronę drugiego człowieka.


Susan Sontag, „Przeciw interpretacji i inne eseje”, przeł. M. Pasicka, A. Skucińska, D. Żukowski, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2012.

Susan Sontag to światowej sławy pisarka amerykańska pochodzenia żydowskiego. Jej teksty są tłumaczone na język polski już od ponad trzydziestu lat, ale to właśnie w ostatnim czasie obserwuje się wzmożony wzrost zaciekawienia twórczością tej autorki. Eseje, zapiski, recenzje i artykuły zebrane w tomie „Przeciw interpretacji...” pochodzą z początku lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia i stanowią świadectwo żywego zainteresowania Sontag najnowszymi wówczas zjawiskami kulturowymi. Autorka podejmuje namysł m.in. nad pisarstwem Alberta Camusa, Jeana Geneta, Michela Leirisa oraz przedstawicieli nouveau roman, interesuje ją także filozoficzna i antropologiczna myśl Claude’a Lévi-Straussa, Györgya Lukácsa i reprezentantów szkoły frankfurckiej. Spośród filmów do analizy wybiera głównie dzieła Roberta Bressona i Jeana-Luca Godarda. Szczególną dociekliwość objawia w artykułach dotyczących nowej religijności oraz tzw. wrażliwości kampowej. W tle jej rozważań są stale obecni Fryderyk Nietzsche, Franz Kafka i Antonin Artaud. Podejmowane przez Sontag zagadnienia stały się z czasem dobrze znane również na gruncie polskim. Niektóre są wciąż aktualne – tym bardziej więc warto sięgnąć po tę pozycję i skonfrontować własne przekonania z poglądami autorki, pełnymi przenikliwości i dowodów znakomitej intuicji, ale też zawierającymi miejscami opinie pochopne, oceny zbyt kategoryczne, niepotrzebnie jednoznaczne, które należałoby usprawiedliwić młodym wiekiem pisarki oraz duchem tamtych lat.

Szczepan Twardoch, „Morfina”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.

Osadzona w realiach okupowanej Warszawy powieść Szczepana Twardocha nawiązuje do popularnego wiersza Władysława Bełzy „Katechizm polskiego dziecka”. Z przesłaniem niniejszego utworu konfrontuje się główny bohater „Morfiny”, Konstanty Willemann, narkoman, kobieciarz, bon vivant, w którego żyłach płynie krew polsko-niemiecka. Willemann jest człowiekiem pogranicza, rozdartym między dwiema narodowościami i dwoma językami, między ojcem a matką, przeszłością a przyszłością, przodkami a potomnością, między tzw. opinią publiczną a poczuciem własnej odrębności, między jasną i ciemną stroną człowieczeństwa. Z całą mocą odczuwa jałowość swej egzystencji i popada w nihilizm, z którego już tylko krok do życia nowego, pełniejszego, mocniejszego. Czy będzie to krok udany? Konstanty Willemann na własnej skórze doświadcza różnicy, jaka zachodzi między łącznikową funkcją czasownika „jest” a jego sensem metafizycznym. Powieść Szczepana Twardocha wpisuje się w nurt literatury egzystencjalnej. Autor porusza w niej kwestie zasadnicze – dotyczące człowieczeństwa, wolności i jej granic, dziedziczności, odpowiedzialności, samotności i przyjaźni, łaski wiary i potrzeby miłości. O wartości utworu decyduje ponadto jego intrygująca osnowa, która powstała w odniesieniu do tajemniczej postaci w kapturze z „Ziemi jałowej” Thomasa Stearnsa Eliota.

Joanna Bator, „Ciemno, prawie noc”,
Wydawnictwo W. A. B., Warszawa 2013.

Powodem, dla którego reporterka Alicja Tabor wraca po latach do rodzinnego miasta, jest tajemnica znikania wałbrzyskich dzieci. Kobieta zamierza napisać o tym reportaż. W istocie jednak jest to powód drugorzędny i stanowi tylko pretekst do podróży, która nie mogła się nie odbyć. Alicja, mimo przestróg zmarłej siostry (świadomej niebezpieczeństw, jakie niesie podróż w przeszłość), przybywa do Wałbrzycha, by „szukać w nim siebie”. Podczas rozmów z opiekunami zaginionych dzieci odkrywa, że opowieści, które poznaje, są niespójne i niekompletne. Równocześnie zdaje sobie sprawę, że także historia jej rodziny posiada miejsca niedookreślenia, luki, przez które wdziera się w jej życie to, o czym dotychczas nie śmiała pamiętać, co jednak dawało o sobie znać w postaci symptomów – zgodnie z głoszonym przez Alicję przekonaniem, że „ciało pamięta rzeczy, które wydają się zapomniane”. Przekaz Joanny Bator charakteryzuje się sprawnością wytrawnego znawcy psychoanalizy – dziedziny, której autorka poświęciła znaczną część swojej pracy naukowej. Spod znaczeń dosłownych, czyli jasnych i wyraźnych, prześwitują tu znaczenia, które dopiero wyjaśnić by należało. Lochy pod zamkiem Książ, podziemne górnicze korytarze i zalegający w nich muł, tajemne przejścia, szczeliny i rozpadliny, przez które „coś” wypełza na powierzchnię – wszystkie te zjawiska symbolizują więcej niż początkowo można by sądzić. Powieść Joanny Bator to parabola o odwiecznej walce dobra ze złem. I o czasach kryzysu, kiedy nadwyżka zła zwiastuje jego ponowne zwycięstwo. W świecie przedstawionym na kartach „Ciemno, prawie noc” domeną tego, co najgorsze, są między innymi niektóre przestrzenie Internetu. Ale zło, o jakim tu mowa, ma charakter nie tylko wirtualny – ono jest jak najbardziej substancjalne. Posiada, podobnie jak dobro, twarz przeciętnego człowieka.

Mariusz Urbanek „Broniewski – miłość, wódka, polityka”
Wydawnictwo Iskry, Warszawa

Kolejna świetna książka w naszym księgozbiorze. Oparta na materiałach źródłowych, biografia poety – Władysława Broniewskiego. Fascynacje i rozczarowania polityczne, osobiste przeżycia i drama poety, które można odnaleźć w jego często cytowanej twórczości są tematem tej pasjonującej biografii. Mimo pozorów uległości wobec władzy, Broniewski jawi się jako nieprzejednany patriota, zaś jego twórczość okazuje się być głęboko osadzona w świecie jego osobistych przemyśleń o przeżyć.

Miron Białoszewski „Tajny dziennik”

Wydawnictwo Znak, Kraków

„Tajny dziennik” Mirona Białoszewskiego uważany jest za najważniejsze wydarzenie literackie 2012 r. Wszystko to, co można przeczytać w tym dziele, ze względu na stopień szczerości autora, mogło być wydane dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci poety. Zdaniem Tadeusza Sobolewskiego, wybitnego znawcy twórczości Mirona Białoszewskiego, Dziennik należy czytać na dwa sposoby – historię ludzi żyjących w latach siedemdziesiątych w Polsce oraz jako opis literacki pewnej formy życia.

Umberto Eco „Cmentarz w Pradze”
Wydawnictwo Noir Sur Blanc

Chorobliwy antysemita z Piemontu, sterowany przez tajne policje prawie całej Europy staje się ukrytym sprawcą „Protokołów mędrców Syjonu”.