Przejdź do treści strony

Wspomnienie z udziału w Przystanku Twórczość

08 Dec 2016 r.

„Przestanek Twórczość”. Warsztaty z animacji (24-28.10.2016 r.)

 

Miałam wielki zaszczyt uczestniczyć w warsztatach z animacji poklatkowej zatytułowanych „Przystanek Twórczość”, organizowanych przez Opolskie Lamy. Jestem niezmiernie wdzięczna za możliwość wzięcia udziału w tym niesamowitym wydarzeniu.

Na początku zapytani, co tu w ogóle robimy, patrzyliśmy na siebie bezradni, szukając odpowiedzi, pomocy, po chwili po prostu wzruszaliśmy ramionami i z półuśmiechem odpowiadaliśmy: „Nie wiem”, „Po prostu tu jestem” albo „Szkoła mnie zmusiła”. Czyli zwykłym zbiegiem okoliczności trafiliśmy w to miejsce, gdzie mieliśmy spędzić  pięć  kolejnych dni.

Uczniowie z Plastyczniaka stanowili grupę najliczniejszą. To ułatwiło nam szybkie „przełamanie lodów”. Gdy tylko dostaliśmy pozwolenie, od razu skontaktowaliśmy się z przedstawicielami pozostałych szkół, którzy zareagowali na nas równie pozytywnie. Wystarczył dzień spędzony razem i... po szkolnych grupkach pozostał jedynie ślad. Wszyscy staraliśmy się poznać jak najlepiej. W końcu tak krótki czas trzeba jak najlepiej wykorzystać.

Tematem przewodnim warsztatów były marzenia. Istotna rzecz, która każdego z nas dotyczy. Przecież każdy z nas o czymś marzy: od zwykłej niby drobnostki, czyli np. zjedzenia obiadu w wymarzonej restauracji, przez podróż dookoła świata z przyjaciółmi, do spędzenia czasu na kręglach, ale nie z przyjaciółmi, lecz po prostu z rodzicami. Czytanie marzeń zapisanych na paragonach, czystych, poprzednio przygotowanych kartkach, wizytówkach sprawiało mi wielką przyjemność. Niezwykłym było poznać, że ktoś bardzo młody, albo przeciwnie, ktoś dorosły, może marzyć o czymś tak dla mnie dotychczas nieistotnym.

W naszym małym, przytulnym Opolu znajdują się żółte skrzynki pocztowe. Niezauważalne prawda? Ile razy przechodziłam przez jakieś miejsce, nie dostrzegając małej, żółtej skrzyneczki, przymocowanej do słupa, w której zamknięte są tak bardzo ważne dla naszego istnienia marzenia. Jeśli jesteście ciekawi, gdzie się znajdują, to poszukajcie na Rynku, Małym Rynku, przy Szarej Willi, przy Miejskiej Bibliotece Publicznej i przy pobliskich uliczkach. Nie powinniście mieć z tym problemu... Jeśli tylko podniesiecie wzrok znad telefonów!

Pracowaliśmy w grupie. Zadanie polegało na wrzuceniu zapisanych marzeń do wspomnianych skrzynek. Przy okazji poznawaliśmy się coraz lepiej, bo skład grupy ciągle się zmieniał. Co było najlepsze w tym doświadczeniu? Po każdej zmianie nie było ani sekundy ciszy. Co z tego, że osoba się zmienia, i co ważniejsze, że się w ogóle nie znamy. To nie miało znaczenia. Od razu znajdowaliśmy wspólny język i biegliśmy dalej. To wspaniałe uczucie. Zawsze boimy się tego, jak zareagują na nas inni, co powiedzą, jak nas ocenią, że nas zlekceważą i tak dalej, i dalej. Stwarzamy sobie jakieś okrutne obrazy rzeczywistości, a tymczasem... większość ludzi jest otwarta na nowe znajomości. Każdym kierują przecież podobne uczucia. Dlaczego tak bardzo boimy się podejść do kogoś, uśmiechnąć, przywitać albo po prostu delikatnie kiwnąć głową?

Nie przeczę, animacja potrafiła doprowadzić do niejednej kłótni. Mówiąc krótko: była wyczerpująca. Wciskanie co jedną klatkę entera, ustawianie tła, rozmazywanie plasteliny, przesuwanie postaci o kilka milimetrów oraz naprawianie kamery, która na złość zacinała się i wyłączała w kulminacyjnym momencie... Plasteliny mam na jakiś czas dość. Jednak wymyślanie, opracowywanie czyichś marzeń, tworzenie, burza mózgów – wręcz przeciwnie! Zabawnie było rozmawiać o rzeczach, które wydają się nam czymś, czego nikt poza nami nie rozumie. A tu proszę! Okazuje się, że ktoś inny podziela twoje zdanie, zamiłowania. Znajdujecie wspólny język. Nauczyłam się, że ciągłe zaciskanie pięści oraz „wilcze spojrzenie” rzucane innym nie jest nic warte. Wiem doskonale, że uśmiechanie się przez ból nie jest łatwe, ale doświadczyłam na własnej skórze, że naprawdę warto to zrobić, by zobaczyć innych uśmiechających się do mnie albo po prostu otwierających się na mnie. Nie ma żadnego zaklęcia, uroku, tajemnego, trudnego sposobu na przywołanie do siebie ludzi. Wystarczy uśmiech, dobre intencje i ręka podniesiona do góry, co jakiś czas pochylana to na prawo, to na lewo.

W czasie gdy dwie z czterech grup pracowały przy nagrywaniu, reszta delektowała się znakomitymi francuskimi filmami. Jestem pod wrażeniem. Tylu dobrych filmów jeszcze nie obejrzałam, co znaczy, że tyle jest jeszcze przede mną. Wspomnieć muszę o bardzo dobrych obiadach, którymi mogliśmy się zajadać. Każdego ranka, gdy na dworze było zimno i ponuro, przygotowywaliśmy sobie także herbatkę na rozbudzenie. Pracę oraz odpoczynek przeplatały rozmaite zabawy integracyjne, które pomogły osobom dotychczas zamkniętym otworzyć się przed nami.

Uważam, że tego rodzaju spotkania są bardzo ważne i niezbędne w życiu młodego człowieka. Cały czas myślałam o tym, że chcę tam wracać i spędzać miło czas. Z nieprzyjemnym uczuciem patrzyłam na zegarek. Wiedziałam, że na pewno będzie mi brakowało swobody, miłej atmosfery. Choć raz być cały dzień w towarzystwie i nie martwić się o zadanie, kartkówki, sprawdziany, projekty, kłótnie klasowe, problemy w szkole, brak zadania... Mogłam spokojnie wrócić do domu, usiąść i rozluźnić się. Dało mi to nową siłę, by wrócić do szkoły. Z nowymi pomysłami. Uważam, że takie wydarzenia są promykiem słońca w szarym dniu życia.

 

oprac.: Martyna Hermasz

Film z Przystanku Twórczość

« Powrót do listy