Przejdź do treści strony

Pamięci Wojtka Siudei

05 Nov 2012 r.

WOJTEK SIUDEJA 1989 - 2012

„... Po prostu obraz jest dla mnie ważniejszy, bardziej zakorzenia się w pamięci, a zapachy  są tylko dodatkiem, ale bardzo ciekawym, bo nigdy wcześniej nie zwracałem na niego takiej uwagi. Wspomnienia nabierają innego wymiaru rozpatrując je pod względem zapachów. Nie potrafię w nich pozbyć się wzroku, ale okazuje się, że, dzięki zmysłowi można odnaleźć tropy, które kierują do zupełnie innych, nowych odkryć wśród obrazów pamięci...”

„... Pamiętam dobrze zapach koszonej trawy i jeszcze lepiej, siana, wielkich stert siana, po których skakaliśmy. Stoję w ogrodzie, z którym związane jest niemal całe moje dzieciństwo. Z którym wiązanych jest taki wiele zapachów. A teraz, na malinach i ziemniakach, pietruszce, wiśniach i pomidorach stoją trzy rzędy betonowych garaży...”

„... Zostanę jeszcze na chwilę w moim, małym, rodzinnym, hutniczym mieście. I właśnie chodzi o hutę. Co rok, w święto pracy, wujek zabierał mnie do huty. Można wtedy było zwiedzać te niesamowite hale, oglądać piece i zaciągać się stalowym, lekko rdzawym, gęstym powietrzem. To bardzo charakterystyczny zapach, który tak naprawdę ciężko zdefiniować i jednoznacznie  określić z czego pochodzi. Często powraca, podobnie jak cząber i majeranek. Gdy jest niskie ciśnienie, gdy wszyscy są ospali. Całe miasto zalewają hutnicze, ciężkie aromaty. Lubię je...”

To fragmenty zadania z języka polskiego na temat „Zapachy mojego dzieciństwa” – Wojtka Siudei. Wtedy chodził do trzeciej klasy liceum. Teraz byłby na czwartym roku Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi – na wydziale grafiki dyskutowałby na temat projektu dyplomu, do którego już się przygotowywał. Pewnie opowiadałby o wyprawach rowerowych w czasie wakacji. Przejechał stepy Mongolii, bezdroża chińskie, wulkaniczne drogi w Kolumbii – więc może by to była Patagonia? Częstowałby kawą, bo ona też do Kolumbii go zaprowadziła. W przerwie opowieści pokazywałby ostatnie fotografie i grafiki. Opowiadałby przyjaciołom z Sekcji Teatralnej Domu Kultury w jego rodzinnym Ozimku, koło Opola, w którym ukończył Liceum Plastyczne. Tam za swoje artystyczne osiągnięcia zdobył Stypendium Prezydenta Miasta Opola. Był dumą naszej szkoły.

Tym trudniej pogodzić się nam z jego odejściem, tak nagłym i nieoczekiwanym. Intensywnie twórcze życie Wojtka  zakończyło się tragicznie we francuskim mieście w Dijon, gdzie przebywał ze swoją grupą teatralną na festiwalu.

Często żałuje się młodych ludzi, którzy mogliby tyle jeszcze przeżyć. W przypadku Wojtka to stratę większą poniósł świat, opuszczony przez niego. Tyle wspaniałych zdarzeń w tym świecie się nie zadzieje, a Wojtek nie ruszy swoim srebrnym rowerem po nowe wrażenia.

Małgorzata Wojtanowska
Dyrektor
Zespołu Państwowych Placówek
Kształcenia Plastycznego w Opolu

« Powrót do listy