Przejdź do treści strony

I OSSP na plenerze

19 Jun 2015 r.

Dzień pierwszy

O godzinie 8:10 nasza klasa oraz opiekunowie: pan Oskar Bąk, pan Bronisław Bolek i pani Irena Paul - wyjechaliśmy z parkingu. Przez ponad dwie godziny mijaliśmy malownicze miejscowości, lasy, pola i pastwiska. W autobusie słychać było śpiew, pokrzykiwania, śmiech i szepty, co świadczyło o tym, że humory nam dopisywały. O 10.30 dotarliśmy do Ogrodzieńca. Po wyjściu z autokaru ujrzeliśmy bajkowe krajobrazy Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, w tym urokliwe ruiny zamku, obok którego zachwyt budziły piękne, zarośnięte zielenią skały wapienne. Zaczęliśmy zwiedzać zamek, który prezentował się okazale. Po schodach zeszliśmy do zimnych lochów, a następnie weszliśmy na wieżę i tarasy, z których mogliśmy podziwiać piękną okolicę. Po zwiedzeniu zamku rozpoczęliśmy kilkugodzinny plener. Organizatorzy wycieczki wybrali doskonałe miejsce, warte tego by uwiecznić je na papierze. W końcu to właśnie w tym zamku zrealizowano ekranizację „Zemsty” Aleksandra Fredry (w reżyserii Andrzeja Wajdy) – lektury, którą niedawno omawialiśmy na zajęciach. Większość klasy robiła ołówkowe szkice budowli, mnie natomiast bardziej odpowiadało rysowanie skał i drzew pastelami olejnymi. Oprócz naszej klasy Ogrodzieniec zwiedzało jeszcze kilka innych grup. I nie ma się czemu dziwić – zamek naprawdę budzi podziw i zainteresowanie. O 15:30 podróżowaliśmy dalej – do ośrodka w Złotym Potoku. Budynek ten jest otoczony z trzech stron lasami, jego wnętrze prezentuje się bardzo estetycznie. Krótko po zjedzeniu posiłku całą grupą wybraliśmy się na spacer po okolicy. Wędrowaliśmy po lesie, oglądaliśmy jaskinię i obserwowaliśmy kaczki pływające w stawie. O godzinie 20:00 zostaliśmy zaproszeni przez pana Bolka do sali konferencyjnej, gdzie nauczyciel w interesujący sposób tłumaczył nam, na czym polega technika akwarelowa. Wielu osobom spodobał się sposób malowania farbami wodnymi. Jednakże, mimo że pan Bolek opowiadał bardzo ciekawie, mnie do akwareli jeszcze nie przekonał. Po wykładzie położyłam się do łóżka bardzo szybko. Pomimo bólu głowy byłam zadowolona i mile zaskoczona pierwszym dniem wycieczki, tym bardziej, że wcześniej nie wiązałam z tym wyjazdem zbyt pozytywnych emocji.

Oprac.: Maja Pawełczak I OSSP

Dzień drugi

Pobudkę zaplanowano na 8:00, ale i tak prawie wszyscy wstali wcześniej. Po śniadaniu spotkaliśmy się w autokarze, którym pojechaliśmy do Mirowa. Kiedy dotarliśmy na parking, okazało się, że musimy pójść pieszo do zamku w Bobolicach, co nie wszyscy przyjęli z entuzjazmem. Droga jednak okazała się przyjemna, chociaż ci, którzy wzięli nieodpowiednie obuwie, a byli i tacy, pewnie tego żałowali. Po dotarciu na miejsce ujrzeliśmy zamek okazały, choć moim zdaniem, gdyby go nie odnowiono, byłby jeszcze ciekawszy i ładniejszy. Podzieliliśmy się na mniejsze grupy i rozpoczęliśmy poszukiwania odpowiednich widoków. Dzień był naprawdę cudowny. Słońce przyjemnie grzało i co jakiś czas powiewał letni wiatr. Najlepsza okazała się jednak nasza widownia, czyli robaki. Nie było sposobu, by je przegonić. Najwidoczniej nie mogły oprzeć się pokusie obserwacji naszej pracy twórczej. Szkicowanie w takich warunkach jest trudne, ale nie niewykonalne. Po upływie czasu przeznaczonego na prace artystyczne pojechaliśmy do zamku w Mirowie, gdzie odbył się kolejny plener. Do pensjonatu wiele osób wróciło tego dnia opalonych. Po obiedzie wzięliśmy udział w quizie dotyczącym Jury i jej legend. Następnie rozpoczęliśmy przygotowania do ogniska. Po ognisku, chrupiąc paluszki, wraz z nauczycielami oglądaliśmy „Zemstę” – ten śmieszy, ciekawy i wiele mówiący o Polakach film. Podczas seansu wymienialiśmy się żartobliwymi uwagami na temat ekranizacji i nie tylko. Drugi dzień pleneru uważam za naprawdę udany. Spędziłam go we wspaniałym towarzystwie, czego – jak sądzę – nigdy nie zapomnę.

Oprac.: Martyna Hermasz I OSSP

Dzień trzeci

Ostatni dzień naszej wycieczki nadszedł zdecydowanie za szybko. Po zaledwie kilku godzinach snu nie do końca rozbudzeni spożywaliśmy śniadanie. Kiedy już wszyscy skończyli poranny posiłek i spakowali potrzebny ekwipunek, spotkaliśmy się na tarasie ośrodka, skąd ruszyliśmy w kierunku Muzeum Regionalnego im. Zygmunta Krasińskiego. Choć temperatura tego dnia była wysoka, my poruszając się ocienioną leśną drogą, nie odczuwaliśmy jej zanadto, dzięki czemu trzydziestominutowy spacer upłynął nam naprawdę przyjemnie. W muzeum przewodnik oprowadzał nas po domu poety, opowiadając historię budynku i jego niegdysiejszych właścicieli. Po wysłuchaniu tych słów, bogatsi o nową wiedzę, rozpoczęliśmy plener w parku. Większość z nas zajęła się szkicowaniem, niektórzy próbowali swoich sił również w akwarelach – stosując się do wysłuchanych wcześniej rad pana Bronisława Bolka. Po dwu godzinach pracy, zgrzani, zmęczeni i opaleni wróciliśmy do ośrodka – prosto do stołówki, na obiad.. Kwadrans po obiedzie byliśmy już spakowani i gotowi do wyjazdu. Ale odwlekaliśmy go możliwie długo, albowiem nikt nie miał ochoty opuszczać miejsca, w którym umocniliśmy stare i nawiązaliśmy nowe przyjaźnie. Z ociąganiem zajmowaliśmy więc miejsca w autokarze i żegnaliśmy Złoty Potok. O dziwo, podróż powrotną spędziliśmy w ciszy. Wyczerpani z powodu nadmiaru atrakcji po prostu posnęliśmy. Dzięki świetnemu kierowcy droga do domu upłynęła nam bezpiecznie. Po trzech godzinach stanęliśmy na opolskim parkingu, wypatrując oczekujących na nas rodziców.

Oprac.: Weronika Kula I OSSP

Pełna relacja na FB

Foto.: B. Bolek i I. Paul

« Powrót do listy